wtorek, 12 lutego 2013

Podsumowanie fazy zasadniczej

Wczoraj meczem Jastrzębski Węgiel - AZS Częstochowa zakończyła się 18. kolejka Plus Ligi kończąca rundę zasadniczą. "Pomarańczowi" pewnie pokonali plasujących się na ostatnim miejscu w tabeli rywali 3:0 (25:17, 25:14, 25:21). MVP spotkania całkiem zasłużenie został Krzysztof Gierczyński. Jest to pierwsza statuetka MVP dla Gierczyńskiego w tym sezonie.

jastrzebskiwegiel.pl

Zdobywając wczoraj 3. punkty Jastrzębianie uplasowali się na 2. miejscu w tabeli z liczbą 37. punktów między Delectą Bydgoszcz a ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle, mając na koncie 13 wygranych i 5 przegranych meczy (ulegli: Politechnice, Resovii, Delekcie oraz dwukrotne ZAKSIE). To bardzo dobry wynik, który pozytywnie rokuje na fazę play off, w których śląska ekipa zmierzy się już w najbliższy piątek o 18. z Effectorem Kielce (transmisja w tv).

A jak wyglądała faza zasadnicza sezonu 2012/2013? Czy to był dobry okres Jastrzębskiego klubu? Zdecydowanie tak! Mimo, że początek nie napawał kibiców JW optymizmem. Na początek kontuzja podstawowego libero Damiana Wojtaszka. Akurat w sezonie, kiedy Jastrzębianie wypożyczyli swojego rezerwowego libero Bartosza Sufę do Kielc. Trener Bernardi ratował się jak mógł. Wprowadzał na boisko nominalnego przyjmującego Radosława Zbierskiego oraz 16-letniego libero Jakuba Popiwczaka. Zmiennicy dawali z siebie wszystko, dlatego "pomarańczowi" przetrwali ten ciężki okres bez podstawowego libero, który po powrocie szybko zaczął wracać do swojej poprzedniej dyspozycji. Na całe szczęście, kontuzje raczej omijały Jastrzębie. Jeśli zdarzała się jakaś absencja, to była ona zazwyczaj krótkotrwała. Oby tak dalej!

jastrzebskiwegiel.pl


Pierwsze 6 kolejek Plus Ligi również nie należały do udanych. Na 6 spotkań Jastrzębianie wygrali tylko trzy. Jednak to od 7. kolejki zaczęło się prawdziwe szaleństwo! Zaczęło się od wyniku 3:0 z AZS-em Olsztyn. Później "pomarańczowi" byli długo nie do zatrzymania. Wygrali w lidze aż 8. spotkań z rzędu! Ich passę przerwał w 15. kolejce zespół z Kędzierzyna. Jak dotąd tylko ZAKSY nie udało się podopiecznym trenera Bernardiego pokonać w tym sezonie ani razu. W ostatnich 4. kolejkach Jastrzębski Węgiel triumfował w dwóch spotkaniach. Można tutaj wyróżnić spotkanie z Delectą Bydgoszcz (na którym miałam przyjemność być :) ). Bardzo emocjonujący mecz i najlepszy z tych, jakie do tej pory obserwowałam na żywo. Spotkanie zakończyło się w tie-breaku.

Zdobywcami statuetek MVP byli w rundzie zasadniczej: Michał Łasko (czterokrotnie), Simon Tischer (trzykrotnie) oraz Matteo Martino, Russell Holmes, Patryk Czarnowski, Łukasz Polański, Damian Wojtaszek i Krzysztof Gierczyński.

jastrzebskiwegiel.pl
"Pomarańczowi" wygrali w fazie zasadniczej 42 sety, przegrali w 24. Zdobyli 1511 punktów, stracili -1400.

Ich gra mimo wszystko falowała. Nie zawsze było słodko i czasem miałam ochotę rzucić pilotem o ekran, ale koniec końców wychodzili jakoś z tego cało. Jak to mówią, liczy się efekt końcowy. Jednak wiele było momentów, w których byłam dumna z tej drużyny, kiedy grali kawał naprawdę dobrej siatkówki.

W tym sezonie mamy szanse na zdobycie tytułu, mimo niepowodzenia w Pucharze Polski. Ale jak to będzie? Nie wiadomo. Tuż obok ekipy Lorenzo Bernardiego na tytuł liczą zespoły z Bydgoszcz, Kędzierzyna, Rzeszowa i Bełchatowa. Ostatnia dwójka z mierzy się ze sobą już w 1. rundzie! Obecny mistrz z wicemistrzem. To na pewno będzie ciekawe spotkanie. 

źródło: archiwum bloga, plusliga.pl, jastrzebskiwegiel.pl

jastrzebskiwegiel.pl

Play offy czas zacząć! :) Super co nie ?



poniedziałek, 4 lutego 2013

Wyprawa do Bydgoszczy :)

W sobotę Jastrzębski Węgiel rozegrał z Delectą Bydgoszcz spotkanie w ramach 17. kolejki PlusLigi. I miałam szczęście tam być razem z grizzly i kociubą z siatkowkaweb oraz ich koleżanką a także siostrą i kuzynem kociuby :)


Mecz, c tu dużo opowiadać, mimo momentami nierównej gry i przegranej w tie-breaku, świetny! Szkoda że "pomarańczowi" przestali grać po zmianie stron w piątym secie, bo myslę że inaczej końcówka meczu mogłaby być znacznie ciekawsza.

 


Na niewielu meczach miałam okazję być, ale na pewno był to najlepszy na jakim do tej pory udało mi się obserwować na żywo :) Wielkie emocje! Nie obyło się również bez tych poza sportowych, na szczęście były to jakieś pojedyncze, niegroźne incydenty. Co tu dużo mówić, chce jeszcze raz! Tylko zastanawiam się dlaczego cała hala źle dopingowała na tym meczu... Coś im się chyba pomyliło :C

No a na koniec cała hala odśpiewała głośno "Sto lat!" wspaniałemu Stefano
wi Atidze, który w niedzielę obchodził urodziny.


Delecta Bydgoszcz – Jastrzębski Węgiel 3:2 (25:17, 22:25, 25:22, 16:25, 15:10)
MVP: Dawid Konarski


Jeśli chodzi o podpisy, udało mi się zdobyć autografy od Krzysztofa Gierczyńskiego, Violasa, Roba Bontje, Matteo Martino i Michała Łasko. W wolnej chwili oczywiście robię zdjęcie i wstawiam :)

Mecz meczem, ale jakie atrakcje czekały mnie na stacji (pomijając pana który dawał mi swoją wizytówkę, jesli chciałabym porozmawiać więcej na temat który z nim rozmawiałam, albo się nawet spotkać...). Moim pociągiem wracali panowie Wojtaszek i Popiwczak. Nie powiem, zaskoczenie ;)

Coś mi wariuje i musiałam wszystko wyśrodkować, a zdjęcia to już kompletnie nie chciały być tam gdzie miały być. Chyba blogspot mnie przestał lubić ;)

P.S. MUSZĘ to dodać. Anderson :O



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Urodzinowo

Witam :) Dziś tak szybciutko, bo jutro jest moje być albo nie być.  Ale o tym jak już minie ten (przekleństwo) dzień.



Dziś swoje 26. urodziny obchodzi Matteo Martino, a jutro 24. - środkowy Łukasz Polański. Standardowo, życzę braku kontuzji, zdrowia, zdrowia, zdrowia i mnóstwa okazji do wykazania się na boisku. No i oczywiście zdobycia Mistrzostwa Polski! Wszystkiego najlepszego Panowie również w życiu prywatnym! :)

A oto jaki filmik z życzeniami urodzinowymi nagrały dziewczyny z Fan Clubu Matteo Martino na facebooku:


Dziękuję za życzenia powodzenia. Miałam dziś egzamin na prawko i niestety, 3 punkty zabrakły mi do zaliczenia teorii. O ile pytania z zasad ruchu drogowego są do przejścia, to zadania z drugiej części to jakiś kosmos. Ale tak, błędne ustawienie zagłówka w samochodzie na pewno stworzy zagrożenie na drodze nie tylko mnie, ale również i innym kierowcom. 
W sobotę jadę na Jastrzębie, ale na blogu pojawiać będę się rzadko, bo mam dużo nauki w szkole. I do tego te testy (zapisuje się mało osób, wiec poprawka samych testów już niedługo). Dlatego z góry przepraszam.

sobota, 26 stycznia 2013

ZAKSA - JW 3:1

Cóż mogę napisać... Ogromny niedosyt. Liczyłam z całego serca na powtórkę z 2010 roku. Ale niestety. To nie ta sama ZAKSA, nie ten sam Jastrzębski Węgiel. "Pomarańczowi" zbyt późno zaczęli grać. Początkowo mieliśmy straszne problemy w ataku. Wpływ na to miała gra Simona Tischera, który mimo ponad 50% przyjęcia w secie 1. grał kiepsko. Po drugim secie miałam ochotę rzucić pilotem o ekran i wyjść. Humor Jastrzębskim kibicom poprawiła kolejna partia, a nadzieję w serca swoją dobrą zagrywką wlał Violas. Kolejny set był jeszcze lepszy od poprzedniego. Ale coś nie wyszło i to właśnie ZAKSA świętuje właśnie awans do jutrzejszego finału.

Przepraszam, nie mam siły bawić się w jakieś dłuższe rozważania.

Jutro finał. Kto w nim zagra obok Kędzierzynian? Połowa serca mówi: SOVIA! Połowa: DELECTA! I weź tu wybierz... Niech po prostu wygra lepszy!

Martino, oddaj fartucha i wyjdź!

piątek, 25 stycznia 2013

Liebster Award

Zostałam nominowana do zabawy Liebster Award przez dziewczyny z thisismylifeandmygame.blogspot.com. Dziękuję bardzo :)


Zabawa polega na tym, że osoby nominowane odpowiadają na zadane im pytania, układają swoje i typują kolejne blogi do zabawy.

Pytania od dziewczyn:
1. Pierwsza myśl, jaka wpadnie Ci do głowy,kiedy usłyszysz nazwiska niżej wymienionych panów:
Mesut Ozil - wyłupiaste oczy
Andrea Anastasi - A czy Andrea o tym wie? 
Rafał Brzozowski - Taaaaak blisko, taaaak blisko jak jaaaa :D 
Zbigniew Bartman - bartmanowy pomarańczowy kubraczek z logo JW 
2. Ulubiony polski zespół muzyczny ?
Jest ich dosyć sporo, ale najbardziej to Dżem, happysad i Deuter. Ogólnie bardzo lubię stare, polskie rockowe zespoły.
3. Masz ulubiona książkę, jeżeli tak to jaką ?
"Bez mojej zgody" J. Picoult
4. Dlaczego zainteresowała Cię siatkówka albo piłka nożna ?
Siatkówką zaraziła mnie koleżanka z ławki. A były wtedy ME 2009. I tak to się wszystko zaczęło :) Jeśli chodzi o piłkę, raczej się nie interesuję, śledzę tylko poczynania Lecha.
5. Wierzysz, że Polska wyjdzie z grupy na MŚ? ( piłka nożna)
Jesli będą grali tak jak teraz to nie.
6. Co najbardziej denerwuje Cię w podanym niżej sportowcu:
 Cristiano Ronaldo - to że jest Krysią, a nie Krystianem.
Zbigniew Bartman - to że w tv wydaje się być burakiem a jak miałam okazję go spotkać to wcale taki nie był. 
Krzysztof Ignaczak - w Krzysiu nie denerwuje mnie nic :)
Wayne Rooney -  nie znam dobrze tego Pana. Ale ma taki śmieszny wyraz twarzy ;)
Gerard Pique - jest z Barcelony ;p
7. Co sprawia Ci największą radość?
SIATKÓWKA! I słuchanie dobrego rocka.
8. Asseco Resovia Rzeszów vs. Jastrzębski Węgiel ?
Ciężko wybrać... Ale mimo wszystko JW.
9. Borussia Dortmund vs. Bayern Monachium ?
Borussia.
10. Kim chciałabyś zostać w przyszłości ?
Praca w bankowości albo jako Obrońca Praw Konsumenta. Może nie tyle bardzo chcę, co wybrana szkoła mnie w tym kierunku pcha.


Moje pytania:
1. Kibicujesz spokojnie czy raczej bardzo energicznie?
2. Ostatnio słuchana piosenka?
3. Zwolnienie Alojzego Świderka - jesteś "za" czy "przeciw"?
4. Wymarzony prezent na urodziny to...
5. Ranny ptaszek czy śpioch?
6. Spotkanie w ciemnej uliczce z wściekłym Gołotą czy ruscy jako światowa potęga siatkówki?
7. Ulubiona bajka z dzieciństwa.
8. Ciepła owocowa herbatka czy gorąca czekolada?
9. Byłaś ostatnio na jakimś meczu?
10. Zawsze chciałam...

Nominowani:
http://siatkaweb.blogspot.com/ (wiem grizzly co myślisz na temat takich zabaw [ja też kiedyś nie byłam za, ale dzisiaj mam natchnienie ;)], jednak liczę na kociubę ;) )

A już jutro Puchar Polski. Zasiadamy przed TV i trzymamy kciuki. HEJ JASTRZĘBIE!


Dobra piosenka na piątkowy wieczór nie jest zła ;)

środa, 23 stycznia 2013

Wspomniena środkowego

Środkowy Patryk Czarnowski wspomina zdobycie przez Jastrzębski Węgiel jedynego jak do tej pory Pucharu Polski. Oby za kilka lat Patryk mógł udzielić podobnego wywiadu. Zapraszam do lektury :)


W najbliższy weekend w Częstochowie odbędzie się turniej finałowy o Puchar Polski. Jastrzębski Węgiel w swojej historii zdobył to trofeum tylko raz. Miało to miejsce w 2010 roku w Bydgoszczy. Jedynym zawodnikiem w obecnym składzie Jastrzębskiego Węgla, który wywalczył z naszym klubem Puchar Polski jest Patryk Czarnowski. Środkowy bloku jastrzębskiego zespołu opowiada o tym, w jakich okolicznościach zostało wywalczone owo trofeum i jaka atmosfera towarzyszyła tamtemu wydarzeniu.

sport24.pl

Miłe wspomnienia, które mobilizują

Czy zdarza mi się wracać wspomnieniami do tamtych wydarzeń? Bardzo często! Bo jest to naprawdę wspaniałe przeżycie. Życzę każdemu, żeby miał okazję doświadczyć czegoś podobnego. Wiadomo, że mistrzostwo Polski jest uznawane za najważniejsze krajowe trofeum, ale Puchar Polski to bardzo prestiżowe rozgrywki. Żeby się dostać do turnieju finałowego trzeba najpierw wypracować sobie dobrą pozycję w pierwszej części rundy zasadniczej, potem zagrać ważne mecze. Sam turniej finałowy jest zawsze silnie obsadzony, gra w nim ligowa czołówka, a rozgrywany jest w ciągu zaledwie dwóch dni, podczas których trzeba wzbić się na wyżyny, by osiągnąć to trofeum. Ja chętnie sięgam pamięcią do 2010 roku. Zdarza mi się to robić chociażby przed trudnymi meczami. Takie miłe wspomnienia niesamowicie motywują i mobilizują.

Jechali w minorowych nastrojach

Do Bydgoszczy jechaliśmy w kiepskich humorach, prosto z Aten, gdzie trzy dni wcześniej przegraliśmy 0:3 z Panathinaikosem w ostatnim meczu grupowym Ligi Mistrzów, co skazało nas na ostatnie miejsce w grupie. Gorycz porażki była tym większa, że przed meczem w Grecji mieliśmy jeszcze szanse na awans do kolejnej rundy, a odpadliśmy z zespołem, po którym nie spodziewaliśmy się, że sprawi nam problemy. Poza Pawłem Zagumnym i Guillaume’em Samicą Grecy nie mieli wtedy jakiejś wybitnej drużyny. Stało się inaczej…Nasza siła tkwiła jednak na tym, że w krótkim czasie potrafiliśmy się pozbierać i podnieść. W półfinale bydgoskiego turnieju spotkaliśmy się z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, z którą w owym czasie generalnie szło nam różnie – raz wygrywaliśmy my, raz oni. Może wynik na to nie wskazuje [Jastrzębski Węgiel wygrał 3:0 – przyp. red.], ale półfinał nie był łatwą przeprawą. O to zwycięstwo trzeba było się mocno postarać. Przed finałem z Resovią czasu na regenerację nie było za wiele, ale nasi fizjoterapeuci stanęli na wysokości zadania. Ostatni zawodnicy opuszczali stół do masażu o 3 w nocy! A sam finał był walką na noże. Szliśmy łeb w łeb. Po ostatniej piłce miało się pełne przekonanie, że w to spotkanie włożyło się wszystkie siły [mecz zakończył się po pięciosetowym boju, 15:13 w tie-breaku – przyp. red.]. Ten puchar nie został wywalczony, a wręcz wyszarpany. Potem miała miejsce wielka pompa.

Statuetka trafiła do Ostródy

Oczywiście cieszę się bardzo, że zostałem wówczas wybrany najlepiej blokującym turnieju finałowego, ale indywidualne nagrody nie miały dla mnie takiego znaczenia. Siatkówka to przecież gra zespołowa. Dobra postawa w tamtym turnieju pewnie w jakimś stopniu otworzyła mi furtkę do dalszej kariery. Na tamtym turnieju było mnóstwo menedżerów. Statuetka dla najlepszego blokującego trafiła do domu rodzinnego w Ostródzie, tego typu rzeczy zbierają moi rodzice. Wszystkie moje trofea tam trafiają. Uważam, że tam jest ich miejsce, bo stamtąd się wywodzę.

sport24.pl

Wiara czyni cuda?

Na śniadaniu w dniu meczu finałowego, który odbył się w niedzielę, podeszliśmy do Roberto Santillego i powiedzieliśmy, że trochę zburzymy plan dnia, bo idziemy do kościoła i możemy się trochę spóźnić. Oczywiście dla katolika w pójściu na mszę nie ma nic nadzwyczajnego, to kwestia wiary. Ale wiadomo w jakiej intencji myśmy się wybrali… Drużyna się zjednoczyła, wszyscy poszliśmy się pomodlić. A nie muszę mówić, że plan dnia był bardzo napięty ze względu na to, że mecz zaplanowano na godzinę 15. Jak wiadomo, my musimy być w hali dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania, do tego jeszcze dochodzi wcześniejszy posiłek, odprawa wideo, lekki stretching. Roberto jednak nie oponował. Uśmiechnął się i stwierdził, że ten pomysł mu się podoba!

Toasty dla Hardy’ego i rezerwowych

Podczas wspólnej kolacji po finale Paweł Abramow [MVP turnieju finałowego – przyp. red.] wstał i poprosił wszystkich o wzniesienie toastu na cześć Bena Hardy’ego, który jego zdaniem wykonał w finale „czarną robotę”. Ja z kolei wzniosłem toast za graczy z drugiej szóstki. Bez tych chłopaków, którzy pomagali nam w treningach, w przygotowaniach do najważniejszych meczów turnieju, nie byłoby tego sukcesu. Czasami się o tym zapomina. Najbardziej w pamięci zostają ci, którzy grają spektakularnie. W finale w Bydgoszczy wszyscy dali z siebie maksimum. Paweł Abramow był prawdziwym liderem zespołu. To bardzo dobry człowiek, który na boisku dawał nam dużo spokoju, a nerwowe sytuacje potrafił załagodzić. Wiedząc, że w swych szeregach mamy tak doświadczonych graczy, jak Abramow czy Hardy, czuliśmy się pewniej. Paweł Rusek czy Ben Hardy zapewniali stabilność w obronie. To tacy cisi bohaterowie, dzięki którym to spotkanie finałowe wygraliśmy. Ale oprócz umiejętności poszczególnych zawodników, ten zespół był po prostu fajnie zbudowany i złożony w całość. Moje zdanie o Roberto Santillim wypowiadałem w wywiadach nie raz. Z tym trenerem i z tymi chłopakami byliśmy skazani na tamten sukces…

jastrzebskiwegiel.pl

sportowefakty.pl

Dziś urodziny obchodzi przyjmujący Jastrzębskiego Węgla, Krzysztof Gierczyński. Zawodnik przyszedł na świat 37. lat temu w lubuskim Gubinie. W swojej karierze występował w zespołach z Gubina, Szczecina, Częstochowy oraz Rzeszowa. Zawodnikowi życzę przede wszystkim zdobycia w nadchodzących dniach Pucharu Polski wraz z Jastrzębskim Węglem, Mistrzostwa Polski, braku kontuzji oraz szczęścia w życiu prywatnym. Wszystkiego najlepszego!

piątek, 18 stycznia 2013

Za trzy punkty w Olsztynie.

Jastrzębski Węgiel odniósł w Olsztynie kolejne zwycięstwo w sezonie pokonując gospodarzy 1:3 (32:34, 15:25, 25:23, 21:25). MVP spotkania kolejny raz w tym sezonie został rozgrywający Simon Tischer.

Set pierwszy Jastrzębie zaczęło z niewielką przewagą, jednak na przerwę techniczna schodzą mając tylko jeden punkt przewagi. Od tej pory zespoły prowadzą bardzo wyrównana walkę. Po ataku Krzyśka w aut prowadzimy 13:14. Na drugiej przerwie technicznej mamy wynik 14:16. Tuż po niej Czarnowski psuje zagrywkę. Błąd również po stronie Olsztyna. Po udanym bloku Gierczyńskiego i Czarnowiskiego (17:20) trener Panas prosi o czas. W następnej akcji o czas prosi trener Bernardi. Pod koniec seta zadaniowo na zagrywkę pojawiają się Violas oraz Malinowski. Przy stanie 22:23 drugi czas dla Olsztyna. Gospodarze obronili piłkę setowa a o czas prosi Jastrzębski Węgiel. Błąd nieczystego odbicia po stronie "pomarańczowych" i piłka i setowa dla gospodarzy. Olsztynianie dotykają siatki a atak kończy niewidoczny do tej pory Łasko (28:29).  Krzysiek atakuje w siatkę i  po emocjonującej końcówce i kilku piłkach setowych Jastrzębski rozstrzyga partię na swoją korzyść.


jastrzebskiwegiel.pl

W drugiej odsłonie Olsztyn zaczyna od prowadzenia. Już po raz trzeci w dzisiejszym spotkaniu punktuje Simon Tischer (6:6). Po ataku Krzyśka w aut znów schodzimy na pierwszą przerwę z przewagą jednego punktu. Po asie Kubiaka (8:11) o czas prosi Panas. Druga przerwa techniczna to wyraźna przewaga przyjezdnych (10:16). Znów zadaniowo na zagrywce pojawia się za Czarnowskiego Mateusz Malinowski (12:18) jednak nie udaje się zdobyć punktu. Przesunięta krótka do Michała Łasko, który w imponujący sposób zdobywa 19. punkt. Dwa punkty z zagrywki zdobywa Holmes (15:24). Kolejny błąd olsztynian i set kończy się wynikiem 15:25.

Na początku trzeciej partii dobrą zagrywką popisuje się Bartek Krzysiek. Po nieczystym odbiciu Damiana Wojtaszka mamy remis (5:5). Po raz trzeci "pomarańczowi" schodzą na pierwszą przerwę techniczną z jednym punktem przewagi. Dzięki asowi Haina (12:11) Indykpol wychodzi na prowadzenie. Do remisu (14:14) doprowadza Łasko. Druga przerwa (16:15). Kiwka Łukasika wpada w boisko i mamy 18:15. Przy stanie 19:15 Lorenzo Bernardi prosi o czas. Czarnowski nie trafia w piłkę (23:20) . As serwisowy Łasko (23:22), który w następnej akcji wyraźnie przekracza linie 3 metra (24:22). Udanym atakiem Kubiak i obroniona pierwsza piłka setowa. W następnej akcji sędzia liniowy pokazuje aut, jednak główny arbiter jest innego zdania i Olsztyn wygrywa seta 25:23.


jastrzebskiwegiel.pl

W czwartym secie po błędzie Holmesa Olsztyn obejmuje prowadzenie (3:2). Piotr Gruszka zamyka prostą kapitanowi jastrzębskiej ekipy (6:4) a dwa punkty później Olsztyn schodzi na przerwę techniczną prowadząc 8:4.  Violas zmienia Tischera (9:4).  Mimo tego mamy teraz moment bardzo dobrej gry Olsztynian, którzy prowadzą nawet 12:7. Po pomyłce Krzyśka i blok-aucie Martino (12:9) "pomarańczowi" zaczynają odrabiać straty. Pipe Michała Kubiaka (14:11) oraz dobra zagrywka Michała Łaski (14:12) i o czas prosi trener gospodarzy. Przez nieporozumienie między Wojtaszkiem a Czarnowskim Indykpol prowadzi na kolejnej przerwie technicznej (16:13). Przy stanie 16:14 na boisko powraca niemiecki rozgrywający. Mateusz Malinowski wyrównuje stan rywalizacji zdobywając 17 punkt dla swojej drużyny. Blok Martino i Czarnowskiego daje podopiecznym trenera Bernardiego prowadzenie (20:21). Mecz kończy potężnym atakiem kapitan JW Michał Łasko.


Indykpol AZS Olsztyn: Krzysiek, Hernan, Sobala, Hain, Gruszka, Ferens, Żurek (libero) – Skup, Mariański, Łukasik.

Jastrzębski Węgiel: Łasko, Tischer, Holmes, Czarnowski, Kubiak, Gierczyński, Wojtaszek (libero) – Bontje, Violas, Malinowski, Martino.

sport.pl

Słowa uznania dla Olsztyna, który nie oddał tego spotkania bez walki! Dzisiejszy mecz to festiwal zepsutych zagrywek po obu stronach siatki. Mecz wygrany, ale patrząc na dwa ostatnie spotkania boję się o Puchar Polski. Trenerze, proszę, powiedz że przygotowujecie formę na turniej finałowy PP!

Czy czeka nas powtórka?

Czy będzie powtórka z historii i Jastrzębski Węgiel pokona w półfinale kędzierzyńską ZAKSĘ tak jak to miało miejsce w 2010 roku? Trzy lata temu "pomarańczowi" zwyciężyli gładko z obecnymi liderami PlusLigi 3:0. Było to o tyle dziwne, że zespół wrócił dopiero z Aten po bardzo dotkliwej porażce w LM z tamtejszym Panathinaikosem. Chyba tylko najwierniejsi kibice stawiali wtedy na zwycięstwo Jastrzębian. Nie byliśmy faworytem, a jednak zawodnicy sprawili nam, kibicom, niesamowitą niespodziankę i sięgnęli po pierwszy (i jak na razie jedyny) Puchar Polski.

mmbydgoszcz.pl

- Wciąż mam przed oczami blok Bena Hardego, który dał nam końcowe zwycięstwo - mówi trener Roberto Santilii, który poprowadził jastrzębian do wygranej. - Półfinał z Kędzierzynem zagraliśmy perfekcyjnie. Finał to już była twarda walka, z naszej strony praktycznie bez atakującego, bo Igor Yudin wracał po kontuzji, a Pedro Azenha nie atakował za dużo. To był świetny mecz Grzegorza Łomacza, który rozrzucał piłki bardzo inteligentnie. Paweł Abramow był tego wieczoru kimś więcej, niż tylko siatkarzem. Zagraliśmy z pasją, zespołowo, pięknie - wspomina sympatyczny Włoch, który po zakończeniu tamtego sezonu przeniósł się do Rosji.

Jedno jest pewne. W tym roku na pewno nie pójdzie tak łatwo, bo ZAKSA jest obecnie w szczytowej formie i jest od początku sezonu jednym z pretendentów do sięgnięcia po Puchar Polski.
Jeśli Jastrzębski Węgiel pokona ZAKSĘ, ma szanse (tak jak trzy lata temu) trafić na Rzeszowian. Jednak i to nie jest pewne, bo przeciwnikiem rzeszowskiej ekipy jest grająca bardzo dobrze w tym sezonie Delecta Bydgoszcz.
Jak będzie? Przekonamy się już w następny weekend. Na pewno czeka nas bardzo emocjonujący turniej!

źródło: plusliga.pl/ opracowanie własne


natemat.pl
Agnieszka Radwańska pokonała Heather Watson (6:3, 6:1) i awansowała do 4. rundy. Natomiast Jerzy Janowicz uległ jedenastej rakiecie świata – hiszpanowi Nicolasowi Almagro przy wyniku 6-7(3), 6-7(4), 1-6. Z kolei nasi szczypiorniści po morderczym pojedynku pokonali reprezentację Serbii 25:24.

O godzinie 18. zasiadamy przed telewizory i trzymamy kciuki za "pomarańczowch"!

środa, 16 stycznia 2013

:)

Witam witam :) W końcu mam troszkę czasu żeby znów zacząć pisać na blogu (a przynajmniej tak mi się wydaje, że mam ten czas).

A co wydarzyło się w szeregach Jastrzębian przez ten czas? W skrócie, była wspaniała passa ośmiu wygranych spotkań w lidze oraz 3 w Pucharze Polski, którą przerwała w minioną niedzielę ZAKSA, wygrywając z "pomarańczowymi" 3:0. Myślę że,  mimo ostatniego spotkania, mieliśmy okazję podziwiać kawał niezłej siatkówki w wykonaniu Jastrzębskiej ekipy.
Teraz głównym celem jest walka w PP. Tam czeka nas kolejne spotkanie z zespołem z Kędzierzyna. Oby zwycięskie :)

http://wefeellikebadjokes.tumblr.com/
P.S. Na Wasze blogi zajrzę wieczorem. Pozdrawiam!

wtorek, 20 listopada 2012

Kochani, nie wyrabiam. Mam straszny nawał nauki. Przez te 6 tygodni praktyk musimy nadrabiać to co powinniśmy w tamtym czasie zrobić i jest masakra. Dziennie od 3 do nawet 6 kartkówek, o sprawdzianach itp. nie wspominając. Mam nadzieję że niedługo to się uspokoi i w okolicach świąt do Was wrócę. 3majcie się cieplutko ;-)

P.S. Mecz w Bydgoszczy był świetny. Czekam na kolejny raz! Pozdrawiam załogę z siatkaweb :)

piątek, 9 listopada 2012

Zaskakująca porażka w Kędzierzynie

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Spotkanie, które okrzyknięto "hitem kolejki" zakończyło się szybkim 3:0 dla gospodarzy.

W pierwszym secie od samego początku widzimy przewagę ZAKSY. Dzięki dobrej zagrywce Gladyra gospodarze szybko osiągają prowadzenie i przy stanie 4:1 Lorenzo Bernardi prosi o czas. Przerwa daje tylko taki efekt, że zawodnik psuje kolejną zagrywkę. W grze Jastrzębian niestety nic się nie poprawia, są kłopoty nie tylko z przyjęciem, ale i z blokiem. ZAKSA cały czas bombarduje JW świetną zagrywką. Pierwsza przerwa techniczna przy stanie 8:4 dla ZAKSY. Bernardi prosi o drugą przerwę (11:5). Paweł Zagumny wygrywa z Michałem Kubiakiem przepychankę na siatce (13:7). Kubiaka zmienia Krzysztof Gierczyński, Tischera - Violas oraz Zbierskiego - Popiwczak. Martino wykorzystuje przechodzącą piłkę (18:12). Po dobrej obronie Popiwczaka  Russell Holmes zdobywa punkt blokiem a trener Castellani prosi o czas (18:13). Jednorazowa świetna zagrywka Martino wymusza błędy na przeciwniku. Przy dobrej zagrywce Amerykanina myli się Michał Łasko (23:18). ZAKSA wykorzystuje 2. piłkę setową (25:19).

siatkowka24.pl
W drugiej partii gospodarze kontynuują swoją świetną passę a Jastrzębski Węgiel - złą. Emocje zaczęły targać zawodnikami i przy stanie 5:1 żółtą kartkę za dyskusje z głównym arbitrem otrzymuje Michał Kubiak. Goście starają się ratować wideoweryfikacją, jednak błędnie oceniają sytuację. Patryk Czarnowski psuje zagrywkę (8:3). W następnej akcji pewnie atak kończy kapitan przyjezdnych. ZAKSA jednak bardzo pewnie zdobywa punkty i wychodzi na 6. punktowe prowadzenie. Z trudnej piłki atakuje przyjmujący Michał Kubiak zdobywając punkt. Udane ataki kolejno Michała Kubiaka i Michała Łasko. Błyskawiczne reaguje trener ZAKSY prosząc o czas przy stanie 11:8. Z kolei Włoch przerywa grę trzy punkty później (13:9). Po czasie atak ze środka kończy były środkowy ZAKSY Patryk Czarnowski. Złe przyjęcie młodego libero prowadzi w naszej drużynie do błędu rozgrywającego. Myli się również Michał Łasko (16:10). Po świetnej zagrywce Fontelesa po bloku atakuje Matteo Martino, następne agresywnie Michał Kubiak z 6. strefy. Przy stanie 19:14 druga przerwa dla Pomarańczowych. Gospodarze cały czas trzymają rękę na pulsie, pewnie wygrywając seta do 18.

plusliga.pl
Gwoździem do trumny Jastrzębian okazał się kolejny set. Na boisko wrócił Simon Tischer. Obie drużyny proszą o challenge w czasie jednej akcji. Niestety, z korzyścią dla gospodarzy (3:3). Kiedy trzy razy z rzędu blokowany jest Kubiak, trener wprowadza do gry doświadczonego Krzysztofa Gierczyńskiego. Po pierwszej przerwie technicznej (8:4) myli się Fonteles. Są to jednak pojedyncze pomyłki Kędzierzyńskiego klubu, na które przy swojej dobrej grze mogą sobie pozwolić. Trener Jastrzębian prosi o czas (10:5) co nie przynosi oczekiwanego efektu, bo w grze jego zespołu pojawia się coraz więcej błędów. Po raz kolejny Tischera zmienia portugalski kolega, tuż przed drugą przerwą techniczną w Jastrzębskiej ekipie zmienia się libero. Po kolejnej przerwie technicznej (16:9) Lorenzo Bernardi prosi o czas (18:9).
Groźnie wyglądający upadek Kubiaka na szczęście nie okazuje się poważny. Sprytnie kiwa Violas podtrzymując delikatnie tlący się płomień nadziei w sercach kolegów i sympatyków klubu (21:12). Francuz Rouzier kończy atak po dobrej zagrywce środkowego Patryka Czarnowskiego. Pomarańczowi starają się jeszcze bronić, jednak nie przynosi im to punktów. Przy piłce setowej dla rywali, drugą zagrywkę psuje Matteo Martino (25:14).

pobloku.pl
ZAKSA Kędzierzyn Koźle - Jastrzębski Węgiel 3:0 (25:19, 25:18, 25:15) 
MVP: Antonin Rouzier

Reasumując, fatalna gra Jastrzębskiego w każdym, naprawdę każdym, elemencie. Zawodnicy byli bezsilni i nie dało się tego ukryć. Forma JW niestety nadal bardzo faluje, co na pewno nie działa na ich korzyść. Myślę że  w żaden sposób nie można usprawiedliwić jednak ich dzisiejszej postawy. Pozostało mi tylko liczyć że następny mecz będzie dla nich bardziej szczęśliwy, a dobra i stabilna forma w końcu przyjdzie.

Po takim meczu odechciewa się wszystkiego... Pozytywne zdarzenie z tego tygodnia? Wracam do zdrowia, teraz tylko kupować bilety i kierunek Bydgoszcz. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

P.S. Mateusz, posłuchałam. Ale nie wiem czy to był dobry pomysł, bo gdy tylko chciałam napisać że JW coś wychodzi, to przestawało im to wychodzić.

czwartek, 8 listopada 2012

Patryk Czarnowski: W Kędzierzynie spędziłem dwa wspaniałe lata.

PlusLiga: W minioną niedzielę pokonaliście Skrę Bełchatów. Zwycięstwo w rywalizacji z tak wymagającym rywalem było wam chyba bardzo potrzebne?
Patryk Czarnowski: Spodziewaliśmy się trudnego meczu ze Skrą i tak było. Na szczęście udało nam się wygrać za trzy punkty. Wygrana ucieszyła nas podwójnie - nie dlatego, że pokonaliśmy Skrę Bełchatów, ale ponieważ bardzo brakuje nam punktów, które gdzieś po drodze zgubiliśmy, choć nie powinniśmy. I teraz każdy punkt jest dla nas na wagę złota, a dzięki temu zwycięstwu zrobiliśmy krok w górę w tabeli.

- Zgodzi się pan, że pokonaliście bełchatowian przede wszystkim dobrą taktyką?
- Zdecydowanie tak. Dosyć dobrze czytaliśmy zagrania zawodników Skry i to zdecydowało o naszej wygranej.

- Zauważyłam, że powoli wraca pan do zagrywki z wyskoku - takiej, jaką prezentował pan grając w Jastrzębiu poprzednio.
- To jest mój plan na bieżący sezon - żeby odzyskać regularność w zagrywce z wyskoku. Na poprzednie rozgrywki też miałem taki plan, ale jego realizację uniemożliwiła kontuzja. Musiałem do minimum ograniczyć skoki i na treningach praktycznie nie zagrywałem z wyskoku. A wiadomo, że jeśli nie ćwiczy się czegoś na treningu, to tym bardziej nie można wdrażać tego podczas meczu.



- W pojedynkach z „wielką czwórką” JW ma bilans remisowy - to dobra pozycja wyjściowa przed spotkaniem z kędzierzyńską ZAKSĄ, która z czwórki faworytów prezentuje obecnie najwyższy poziom.
- To prawda, kędzierzynianie grają w tej chwili najlepiej ze wszystkich zespołów w PlusLidze i zdajemy sobie sprawę, że rywalizacja z nimi będzie jeszcze cięższą przeprawą, niż ta ze Skrą. Na szczęście mamy kilka dni, żeby dobrze przygotować się do tego spotkania. Musimy trenować na sto dwadzieścia procent, bo mamy pewne problemy zdrowotne w drużynie i żeby je zniwelować, trzeba podwoić, a nawet potroić wysiłek na treningach.

- Wyjazd do Kędzierzyna-Koźle będzie dla pana bardziej emocjonalny, niż pozostałe?
- Na pewno tak. Spędziłem tam dwa wspaniałe lata, z jakimiś sukcesami, które mogę zapisać sobie w CV. Miło wspominam Kędzierzyn i nie mogę doczekać się rywalizacji z nimi.

- Miło pan wspomina te dwa sezony? Przecież był to dla pana głównie czas walki z urazami.
- Kontuzje zawsze są nieprzyjemne, ale ja traktuję je jako dodatkowe doświadczenie zawodowe. Zdecydowanie rozdzielam czas kontuzji i chwile, gdy razem z chłopakami walczyłem na boisku - te wspominam niezwykle ciepło.



- Wcześniej, grając w Jastrzębiu też sporo pan osiągnął, między innymi rywalizując z ZAKSĄ. Jest pan w stanie odpowiedzieć dlaczego potyczki tych dwóch drużyn zawsze wywołują tak wiele emocji i mają swoją specyficzną otoczkę?
- Rzeczywiście, ta rywalizacja jest specyficzna i każdy na nią czeka. Dlaczego? Może dlatego, że obydwa miasta są blisko siebie i w Kędzierzynie zawsze jest sporo kibiców z Jastrzębia, a w Jastrzębiu pojawia się bardzo duża grupa kibiców z Kędzierzyna. Być może fakt, że obydwie drużyny dość często mierzą się ze sobą w walce o stawkę - w play offach czy, jak było rok temu, w Pucharze Polski. Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że niezależnie po której stronie boiska stoję, daję z siebie maksimum dla drużyny, w której aktualnie gram. Nigdy, grając w Jastrzębiu czy Kędzierzynie, nie odczułem żadnej zawiści ani niechęci wobec drugiej strony. Dla nas, siatkarzy zawsze jest to rywalizacja wyłącznie czysto sportowa.

- Jak zatem zagrać z ZAKSĄ, żeby zainkasować kolejne punkty?
- Przede wszystkim, należy skupić się na własnej grze. Zagrywka w spotkaniu ze Skrą wyglądała już nieźle, ale musimy ustabilizować inne elementy. Czasami mamy jeszcze problemy z przyjęciem, musimy także popracować nad blokiem. Jeśli ustabilizujemy te detale, uważam, że możemy spokojnie wygrać w Kędzierzynie.

plusliga.pl

środa, 7 listopada 2012

Damian Wojtaszek już po operacji :-)

Damian Wojtaszek, libero Jastrzębskiego Węgla, przeszedł w poniedziałek w klinice w San Marino zabieg zespolenia pękniętej kości łódeczkowatej w nadgarstku. - Jest to jest jedna z ośmiu kości nadgarstka, ale właśnie ona najczęściej ulega kontuzjom. Ze względu na jej specyficzną budowę, ciężko się ją leczy. Lekarze wręcz nazywają ją „wredną” kością. U siatkarzy uraz ten zdarza się rzadko, częściej u motocyklistów, choć z tego co wiem, z podobną kontuzją co Damian jakiś czas temu zmagał się środkowy Resovii Grzegorz Kosok – wyjaśnia Patryk Kłaptocz, fizjoterapeuta Jastrzębskiego Węgla.


Damian był operowany przez wybitnego specjalistę z ogromnym doświadczeniem, który ma na swoim koncie ponad 500 podobnych zabiegów.

Naszemu libero życzyę powodzenia i szybkiego powrotu na parkiet. Wracaj do zdrowia Damian!

jastrzebskiwegiel.pl

wtorek, 6 listopada 2012

Zwycięstwo nad Skrą.

Witam :) Niestety, znów nawalam i piszę sporo po meczu. Jak wy to robicie że macie czas? I jak to robicie że jak macie ten czas to wam się chce naskrobać kilka słów? Chętnie wezmę od kogoś kilka lekcji.


Pewnie już wszyscy wiecie o wygranym meczu Jastrzębskiego ze Skrą. Widowisko było naprawdę niezłe, mimo że gra nie zawsze była równa.

W pierwszym secie z obu stron widzieliśmy ryzyko w ataku i zagrywce. Nie zawsze było to oplacalne, ale dzięki temu mieliśmy bardzo ciekawe widowisko. Set dla Jastrzębian wygrany na przewagi do 24.

W kolejnym secie goście obudzili się do gry i bardzo pewnie zdobywali punkty. W początkowej fazie pomogły Bełchatowianom pewne i mocne zagrywki Atanasijevicia. Goście wygrywali nawet 10. punktami! Po drugiej przerwie technicznej (16:6) trener Jastrzębian pokusił się o zmiany, które przyniosły efekt, bo w ostateczności zmniejszono różnicę do 5 punktów.

Walka w drugiej partii się opłaciła, bo w kolejnym secie gospodarze bardzo pewnie rozprawili się ze Skrą, wygrywając do 12. Set bliźniaczo podobny do poprzedniego, z tą różnicą, że szczęście na siatce się odwróciło, a Bełchatowianie nie zniwelowali przewagi tak jak goście w drugim secie.

W czwartej partii mieliśmy walkę punkt za punkt. Była to chyba najbardziej emocjonująca odsłona meczu. Gra obu zespołów była kapitalna i mogliśmy oglądać wspaniałe widowisko z obu stron siatki. Zwycięzce wyłoniła dopiero końcówka.


Jastrzębski Węgiel - PGE Skra Bełchatów 3:1 (26:24, 20:25, 25:12, 25:23)

MVP: Michał Łasko


Jeśli ktoś z was ma ochotę przeczytać pomeczowe opinie, kliknijcie tutaj.


Cóż więcej powiedzieć, zdobyliśmy trzy bardzo cenne punkty. I myślę że to było najważniejsze :)


Pozdrowienia od niemowy ;-)

P.S. Trzymajcie kciuki żebym się zdążyła wyleczyć do następnej niedzieli, bo nie wyobrażam sobie, żebym mogła przepuścić mecz Delecty z ZAKSĄ.

poniedziałek, 29 października 2012

Przegrana z Mistrzem Polski

Witam was serdecznie w ten zimny, poniedziałkowy poranek. Na początek chciałam was przeprosić za to, że nic nie napisałam na temat środowego meczu JW z francuzami. Ale niestety zmogła mnie choroba i nie byłam nawet w stanie śledzić wyniku. Wspomnę tylko krótko, że wygraliśmy w Pucharze CEV w 1/16 finału z Rennes Volley 3:0 (25:22, 25:23, 30:28). W wyjściowym składzie znalazł się m.in. Radek Zbierski, nominalny przyjmujący, który w obliczu kontuzji Damiana Wojtaszak wystąpił jako libero. To by było na tyle :) Byle w rewanżu poszło równie dobrze.

Jastrzębski Węgiel - Rennes Volley
Druga część niestety nie jest już tak optymistyczna i wesoła jak poprzednia. Jastrzębski Węgiel przegrał wczorajsze spotkanie z Resovią na Podpromiu. Jasne, liczyłam sie z tym, że tak może się stać, bo w końcu Resovia jest bardzo silnym zespołem i w tym spotkaniu każdy mógł zostać zwycięzcom. Ale bolą rozmiary porażki i styl gry. 3:0 to na pewno nie jest wynik którym można się chwalić. Co się na to złożyło? Niezbyt dobra dyspozycja atakującego, kiepska gra blokiem środkowych, niekończenie ataków. Niestety, tak było. Teraz trzeba tylko się podnieść i stawić czoła Skrze w następnym tygodniu. Wierzę, że sztab i zawodnicy wyciągną wnioski.

Jakub Popiwczak
Pisząc o wczorajszym spotkaniu nie można nie wspomnieć o debiutującym w PlusLidze młodym libero, Jakubie Popiwczaku. Ten zaledwie 16-letni chłopak rozegrał naprawdę dobre spotkanie, radził sobie nawet z trudną zagrywką Resoviaków! Jest przed nim jeszcze mnóstwo pracy, ale może obok Wojtaszka, Zatorskiego czy dobrze prezentującego się Bika, może kiedyś namieszać w siatkarskim światku. czego oczywiście mu życzę. Wczoraj komentatorzy skierowali w stronę tego chłopaka mnóstwo ciepłych i pozytywnych słów. I to były naprawę zasłużone komplementy. Bardzo podobało mi się również to, że był traktowany jak członek zespołu, mimo bardzo młodego wieku. Było widać, że koledzy nie traktowali go z wyższością, wręcz przeciwnie, pomagali mu na boisku nie tylko w przyjęciu trudnych zagrywek (tutaj ukłony w stronę Michała Kubiaka) ale również w sferze psychicznej, co było niezwykle ważne dla Kuby. Myślę że to miało wpływ na to, że nie bylo widac po nim tremy. Cytując komentatorów: "Czasem te pierwsze spotkania sa stresujące dla młodych zawodników. Nawet butów nie można porządnie zawiązać.". Także słowa uznania dla Kuby. Oby tak dalej :) Mimo przegranej, udany debiut.

Jak to mawiał pewien nasz rodak, cały czas do przodu, staramy się przede wszystkim! :)

Resovia - Jatsrzębski
Asseco Resovia Rzeszów – Jastrzębski Węgiel 3:0 (25:22, 25:23, 25:23).

MVP: Zbigniew Bartman

Asseco Resovia Rzeszów: Bartman, Kovacević, Nowakowski, Kosok, Tichaczek, Achrem, Ignaczak (libero) – Grzyb, Lotman.

Jastrzębski Węgiel: Łasko, Martino, Czarnowski, Tischer, Holmes, Kubiak, Popiwczak (libero) – Violas, Polański, Gierczyński.

niedziela, 21 października 2012

Blokiem za trzy punkty

Jastrzębianom udało się zatrzeć złe wrażenie po meczu II kolejki z Politechniką Warszawską wygrywając z Lotosem na własnym boisku 3:0.



Początkowo pierwsza partia zaczęła się dobrze dla gości z Gdańska, głównie za sprawą Pawła Mikołajczaka, który popisał się trudną zagrywką. Jednak sytuacja została szybko opanowana przez gospodarzy i wygrali partię do 21.

Drugi set był bliźniaczo podobny do pierwszego, jednak w tej partii dłużej utrzymywała się wyrównana gra. W połowie seta dał znać o sobie grający dotychczas niemrawo Martino i set zakończył się równiez wynikiem 25:21.



Trzecia partia była do stanu 20:20 grą cios za cios. Jastrzębianom udało się odskoczyć na 4 oczka rywalom (24:20), jednak ryzyko Hietanena na zagrywce się opłaciło i Fin zdobył dla swojej drużyny trzy punkty. Na więcej Gdańszczanom nie pozwolil Michał Łasko i pewny, atakiem zakończył seta i spotkanie przy stanie 25:23.

W tym spotkaniu bardzo dobrze funkcjonował Jastrzębski blok. W tej rywalizacji gospodarze osiągnęli miażdżącą przewagę nad gośćmi (14:5).

MVP: Russell Holmes

Jastrzębski Węgiel – Lotos Trefl Gdańsk 3:0 (25:21, 25:21, 25:23)




Jastrzębski Węgiel: Łasko, Martino, Czarnowski, Tischer, Holmes, Kubiak, Wojtaszek (libero) Gierczyński, Zbierski, Polański.

Lotos Trefl Gdańsk: Hietanen, Łomacz, M. Kaczmarek, Gawryszewski, Mikołajczak, Żaliński, Rusek (libero) oraz Mika, Kamiński, Kaźmierczak, Szczurek.



PO MECZU POWIEDZIELI:

Michał Łasko, kapitan Jastrzębskiego Węgla: 

Nie trzeba mówić, jakie znaczenie miał dla nas dzisiejszy mecz po ostatniej porażce w Warszawie. Dlatego cieszymy się z wygranej, ale myślami jesteśmy już przy kolejnym meczu ligowym z Resovią Rzeszów.

Lorenzo Bernardi, trener Jastrzębskiego Węgla:

Po spotkaniu w Warszawie wiedzieliśmy, że musimy ciężko pracować i poprawić nasza grę. Jestem pewien, że możemy prezentować się lepiej. Dzisiaj zrobiliśmy krok naprzód, jeśli chodzi o naszą grę. Teraz skupiamy się na naszym najbliższym celu, czyli środowym spotkaniu w Pucharze CEV.



Grzegorz Łomacz, kapitan Lotosu Trefla Gdańsk:

Gratuluję zwycięstwa drużynie Jastrzębskiego Węgla. Zagraliśmy dzisiaj nienajlepszy mecz. Musimy poprawić naszą grę już w następnym spotkaniu.

Dariusz Luks, trener Lotosu Trefla Gdańsk:

Chcę pogratulować zwycięstwa rywalom. Nasz zespół musi cały czas grać maksymalnie, na 90-100 procent swoich możliwości. W dzisiejszym spotkaniu były przestoje, rwana, nierówna gra po obu stronach siatki.

źródło



A już w środę zagramy z francuskim Rennes Volley 35 w Pucharze CEV. Trzymamy kciuki ;)

piątek, 19 października 2012

Rob Bontje: Czekam na moment, kiedy będę mógł pokazać swoją wartość.

Marcin Fejkiel: Na początek porozmawiajmy o reprezentacji Holandii. W lecie zeszłego roku mówiłeś tak: „(...)przechodzimy ciężki okres, część graczy rezygnuje z gry w kadrze, wchodzą do niej młodzi zawodnicy, którym brakuje ogrania. Liczymy na nowe otwarcie”. Uwierzyłbyś, że zaledwie po roku czasu będziecie mogli „konsumować” tak dobre wyniki, jak triumf w Lidze Europejskiej, awans do Ligi Światowej oraz wywalczenie kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw Europy? 

Rob Bontje: Bez wątpienia dokonał się progres w naszej grze. Myślę, że paradoksalnie na naszą korzyść zadziałało to, że nasz trener i sztab szkoleniowy jest jeszcze mało doświadczony, a przez to miał nieprawdopodobną motywację, by osiągnąć jakiś znaczący sukces. To samo zresztą dotyczy młodszych graczy w kadrze, którzy byli otwarci na wszelkie uwagi, chłonęli wszystkie wskazówki, potrafili je przenieść na boisko i to dało wymierny efekt.



Tiago Violas nie mógł odżałować tego, że dwukrotnie pokonaliście reprezentację Portugalii po zaciętych tie-breakach i tym samym zabraliście im miejsce w przyszłorocznej Lidze Światowej.

Trzeba było widzieć kapitana Portugalii Joao Jose po drugim naszym meczu w tej rywalizacji. Brałem wspólnie z nim udział w pomeczowej konferencji prasowej i mogę powiedzieć, że był kompletnie rozbity. Spoglądał w statystyki i nie mógł odżałować, że pomimo tego, iż w większości elementów przemawiały one na ich korzyść, to jednak my byliśmy górą w tej konfrontacji. Ale tak to właśnie w siatkówce bywa, taki jest jej urok, że często o wszystkim decydują jedna czy dwie piłki.

Z kolei wasi sąsiedzi Belgowie nie mogą wam pewnie wybaczyć tego, że sprzątnęliście im sprzed nosa przepustkę do mistrzostw Europy? Czy fakt, że pokonaliście lokalnego rywala dał wam podwójną satysfakcję?

Wiadomo, że pojedynki z krajami sąsiednimi mają często swoją dodatkową wymowę, ale my w siatkówce mamy z Belgami normalne, przyjazne relacje. Co innego jest w piłce nożnej. Tutaj tego typu sprawy nabierają innego wymiaru, chociaż też dotyczy to bardziej konfrontacji z Niemcami aniżeli Belgią. Jedyny smaczek naszych pojedynków z Belgią był chyba taki, że wielu naszych kadrowiczów na co dzień występuje w lidze belgijskiej i pewnie wyjątkowo zależało im na tym, by pokazać z dobrej strony i coś udowodnić kolegom klubowym.

Jesteś kapitanem reprezentacji ″Pomarańczowych″, ale w turnieju kwalifikacyjnym do ME zagrałeś łącznie 12 setów. Czym było to podyktowane?

W lecie mieliśmy kilkunastodniowe zgrupowanie na Cyprze. Dwa dni po przyjeździe ze zgrupowania doznałem kontuzji mięśnia. Wraz z rozpoczęciem eliminacji do mistrzostw Europy, nie czułem się jeszcze w pełni sił. Wiedząc, że mogę dać z siebie maksymalnie 80-85 procent, wolałem ustąpić miejsca innym, którzy byli zupełnie zdrowi. Mimo to, wydaje mi się, że w kilku meczach znacząco pomogłem swojej drużynie. I nie chodzi tu tylko o wsparcie mentalne, które starałem się przekazywać chłopakom cały czas. Najważniejszy w tym wszystkim i tak był rezultat końcowy, czyli przypieczętowanie awansu.



Obok Nico Freriksa, innego byłego gracza Jastrzębskiego Węgla, jesteś obecnie najstarszym zawodnikiem w kadrze narodowej. Jak długo zamierzasz jeszcze reprezentować barwy narodowe?

W sumie w reprezentacji Holandii rozegrałem jakieś 250-260 spotkań. Jeszcze parę lat temu, kiedy naszej drużynie narodowej niespecjalnie się wiodło, pewnie szybciej mogłyby pojawić się w mojej głowie myśli o zakończeniu kariery. Ale teraz? W obliczu zbliżających się mistrzostw Europy mam naprawdę wielką motywację do tego, by grać i nadal cieszyć się siatkówką.

W dorosłość wkraczałeś będąc świadkiem największych sukcesów w holenderskiej siatkówce. Czy z tej perspektywy trudniej jest ci zaakceptować obecny stan tej dyscypliny w Holandii?

Trzeba uzmysłowić sobie jedną rzecz: 20 lat temu to była inna dyscyplina. A do tego sport znajdujący się w trójce najbardziej popularnych w kraju. Kibice często dokonują porównań naszych osiągnięć z tamtymi, odwołują się do tamtego okresu, ale myślę, że nie ma to sensu. Po pierwsze w holenderskiej siatkówce obecnie brakuje ludzi, którzy chcieliby w nią inwestować. Jest problem ze znalezieniem sponsorów choćby na jeden ważny turniej. W Holandii siatkówkę uprawia 125 tysięcy ludzi, co jak na wielkość naszego kraju jest wynikiem zupełnie niezłym. Niemniej jednak poziom ligi obniża się z roku na rok. Zawodnikom ciężko utrzymać się z grania w siatkówkę we własnym kraju, dlatego wyróżniający się młodzi gracze szybko wyjeżdżają zagranicę. Dla zobrazowania stanu rzeczy powiem tylko, że obecnie w kadrze narodowej jest zaledwie jeden gracz z ligi holenderskiej.

Jastrzębski Węgiel jest w sumie twoim ósmym klubem. Co cię podkusiło, by po siedmiu latach gry we włoskiej Seria A, najlepszej lidze świata, przenieść się do Polski?

Przede wszystkim polemizowałbym z tym, czy Serie A nadal jest najlepszą ligą na świecie. Kiedyś tak było, ale czy tak jest nadal? Wątpię. A odpowiadając na pytanie, wyjazd do Polski potraktowałem jako nowe wyzwanie. Przedyskutowałem sprawę z wieloma znajomymi, sam też miałem pewne wyobrażenie na temat tego, co może mnie czekać, mając w pamięci wcześniejsze występy w Polsce z kadrą narodową i stykając się z tym niepowtarzalnym klimatem dla siatkówki. Czy nie żałuję tego kroku? Nigdy tak nie pomyślałem, zwłaszcza że jest mi dane współpracować ze świetną grupą ludzi zarówno na boisku, jak i poza nim.



Kiedy przychodziłeś do polskiej ligi, były trener Jastrzębskiego Węgla – Tomaso Totolo przewidywał, że staniesz się jednym z najlepszych środkowych w PlusLidze? Z różnych względów, także zdrowotnych [Holender w styczniu tego roku w meczu Pucharu Polski doznał skręcenia stawu skokowego – przyp.red.], w pierwszym roku gry w Polsce było o to trudno. Jak będzie w nowym sezonie?

To oczywiste, że każdy zawodnik chciałby grać jak najwięcej. Każdego dnia staram się dawać z siebie wszystko i mocno pracuję nad tym, żeby być coraz lepszym. Czekam na moment, kiedy będę mógł pokazać swoją wartość. Ale pamiętajmy, że na boisku może występować jedynie siedmiu graczy z podstawowego składu. Jasne, że chciałbym być graczem pierwszej szóstki, niemniej mam satysfakcję także wtedy, kiedy mogę wejść na zmianę i pomóc zespołowi. Dobry zespół potrzebuje 13-14 zawodników na wysokim poziomie.

Jak układa ci się współpraca z trenerem Lorenzo Bernardim, z którym miałeś jeszcze okazję występować w jednej drużynie na boisku w barwach klubu z Werony?

Graliśmy razem krótko, w sumie chyba trzy miesiące. Z technicznego oraz taktycznego punktu widzenia Lorenzo jest świetnym fachowcem. Imponuje mi jego szerokie spojrzenie na zespół i przywiązywanie wagi do szczegółów. Pod tym względem jest on – obok Roberto Piazzy, z którym miałem przyjemność pracować w Sisleyu Treviso – najlepszym trenerem z jakim dotąd pracowałem.

A jak w ogóle odnajdujesz się w polskich realiach?

Świetnie! Jeśli nie wierzysz, odsyłam cię do mojej żony. Myślę, że ona powie to samo. Wielu moich znajomych dziwi się, kiedy im mówię, że w Polsce czuję się lepiej, niż tam gdzie grałem ostatnio, czyli w Treviso. Myślę, że pokutują jeszcze dawne stereotypy dotyczące Polski - że jest to zimny, słaby ekonomicznie kraj. Ja mam tutaj wszystko, czego mi potrzeba, mogę tylko komplementować – zarówno klub, jak i kraj. W Polakach najbardziej podoba mi się to, że są ludźmi dumnymi. Przy czym nie jest duma rozumiana jako wyniosłość czy zadufanie, ale raczej jako poczucie własnej godności. Imponuje mi też wasza energia życiowa, pracowitość Polaków, chociażby górników pracujących w kopalniach należących do naszego sponsora. Natomiast jedyną rzeczą, do której nadal nie mogę przywyknąć są polskie drogi. Nie wiem, dlaczego są takie wyboiste. Przecież autostrady macie bardzo dobre...(śmiech).

jastrzebskiwegiel.pl

niedziela, 14 października 2012

Niegościnna Warszawa

3:1 (25:18, 25:18, 21:25, 25:23) przegrał dziś na wyjeździe Jastrzębski Węgiel z Politechniką Warszawską. MVP meczu został Maciej Pawliński, były zawodnik JW.

 Pierwszy set należal zdecydowanie do gospodarzy. Początek seta możemy okrzyknąć mianem walki środkowych. Górą był warszawski zawodnik, Maciej Zajder, Goście mieli dużo problemów w tej partii, która ostatecznie zakończyła się wynikiem 25:18.

Druga partia zaczęła się bardzo wyrównanie, jednak Warszawianie dość szybko odstawili rywali uciekając im na pięc oczek. Straty do samego końca nie udało się odrobić. W rezultacie set przegrany również do 18.

Trzecia odsłona była już bardziej wyrównana, jednak obie drużyny odskakiwały na zmianę na kilka oczek od rywala. W końcówce to Jastrzębski Węgiel był górą i wygrał seta do 21.

Czwarta partia na początku bardzo dobrze się dla nas zaczęła, jednak zaczęliśmy tracić punkty i nie pomagały nam nawet spektakularne obrony Damiana Wojtaszka. Wynik został wyrównany przy stanie 17:17 i od tej pory oba zespoły szły leb w łeb. Jednak po pomyłce Michała Łasko w ataku przy stanie 22:21 gospodarze doprowadzili do stanu 24:21 i mimo dzielnej obrony ze strony Pomarańczowych, wygrali seta i zarazem całe spotkanie 3:1.

Ja osobiście byłam bardzo zaskoczona śledząc na PlusLidze punktację. Nie wiem co się stało, czy to JW zagrało tak slabo, czy Politechnika tak dobrze (bo nie czarujmy się, faworytem Warszawa to nie była, a porażki do 18 sa dość dotkliwe). Albo jedno i drugie. W sumie nie ważne, najważniejsze żeby się ponieść i nie rozpamiętywać porażki. No i wygrywać następne mecze :) Ja czekam na relację mojego osobistego korespondenta. Zobaczymy jakie informacje będę miała  od osoby ktora widziała mecz na żywo.

Nie miałam okazji zobaczyć, ale czyżby nowa koszulka dla libero? Cóż, wolałam niebieskie wydanie, ale przed sezonem Damian grał w niebieskim stroju, więc może są dwa komplety :)

P.S. Zdjęcia z meczu z Kielcami.

sobota, 13 października 2012

Goodbye and au revoir

Kibicom często bardzo ciężko jest się pogodzić, kiedy ich ulubieńcy odchodzą z ukochanego klubu. Tak było, jest i będzie. W Jastrzębiu również nie obyło się bez ciężkich pożegnań. Dwa najgłośniejsze to odejście Zbyszka Bartmana do Resovii oraz Pawła Ruska do Gdańska. Obu nikt się nie spodziewał, brak obu zawodników jest dla klubu na pewno stratą.

Jeśli chodzi o tego pierwszego, są dwie wersje. Oficjalna? -Nie wyobrażam sobie, żebym miał być drugim atakującym. Mam występować w kadrze, więc nie mogę stać w kwadracie dla rezerwowych. - tłumaczył swoją decyzję były kapitan - Moim celem na przyszły sezon jest gra na pozycji atakującego. Będę szukał porządnego klubu, choćby do ostatniego momentu. Koniec z rozmienianiem się na drobne!
Nieoficjalnie jednak mówiono, że duży wpływ na decyzję Zibiego miała mieć rzekoma kłótnia z przyjacielem, Michałem Kubiakiem. Ja jednak myślę, że nawet jeśli plotki o kłótni miałyby okazać się prawdą, to nie sa one powodem odejścia Zbyszka z klubu. Panowie są dorośli i potrafią się zachować po męsku i oddzielić życie prywatne od zawodowego. Zresztą, jak powiedział Marcin Możdżonek: nie wszyscy się lubimy, ale mamy jeden cel i potrafimy wszystkie animozje schować w kieszeń.

Dla mnie powód odejścia Zbyszka jest jasny: chęć rozwoju. Nic więcej. I to rozumiem. A wyciąganie w sieci jakichś kłótni jest dla mnie po prostu śmieszne. Nawet jeśli doszło do kłótni, to jest to prywatna sprawa tych panów. Ale powtarzam, wg mnie, to nie był powód odejścia Zbyszka z klubu, zwłaszcza, że deklarował przed sezonem, że chciałby w końcu gdzieś osiedlić się na dłużej.


Z Pawłem Ruskiem to już całkiem inna historia. Jasna i klarowna od początku, choć niemniej zaskakująca. Zawodnik po wielu latach grania w Jastrzębskim Węglu powiedział: - Czasami trzeba w życiu coś zmienić. Po tak długim czasie spędzonym w Jastrzębiu potrzebowałem nowego wyzwania.
Mnie, jako kibicowi ciężko było pożegnać się z wieloletnim libero śląskiego klubu, ale nie czarujmy się, transfery są nieuniknione. Pozycja libero jest co prawda pozycją, na której rzadko dokonuje się zmian, ale jednak się ich dokonuje. Dlatego są one tak dotkliwe dla kibiców.
W ślad za Pawłem poszedł środkowy Bartosz Gawryszewski, którego również od tego sezonu możemy oglądać w barwach Lotosu. Bartek w ostatnich sezonach byl dość nierównym zawodnikiem z katastroficzną zagrywką. Jednak nietrudno było zauważyć, jakie postępy poczynił ten zawodnik w ostatnim czasie. Niesamowicie się rozwinął pod okiem trenera Bernardiego, poprawił swoją zagrywkę i straszył rywali swoim blokiem. Krok po kroczku robił się z niego środkowy. Bartek coraz częściej dostawał szansę dłuższego pobytu na parkiecie, czy w końcu wystąpił w wyjściowej szóstce. Jestem ciekawa jak będzie wyglądała jego gra w Gdańsku.

Kolejnym "ubytkiem" w Jastrzębskiej ekipie jest rozgrywający Raphael Margarido, znany pod pseudonimem Vinhedo. Bardzo sympatyczny zawodnik otwarty dla kibiców i dziennikarzy. Przed sezonem wiedzieliśmy o nim niewiele. Moich poszukiwań  w sieci nie można zaliczyć do udanych. Rąbka tajemnicy uchylono na klubowej stronie publikując ten artykuł.
Sezonu, który Vinhedo spędził w PlusLidze niestety nie można zaliczyć do udanych. Co prawda, przez znaczną część sezonu grał pierwsze skrzypce na rozegraniu w klubie, ale z przykrością muszę stwierdzić, że było to raczej spowodowane kłopotami kadrowymi. Zdecydowano się w środku sezonu na pozyskanie młodego rozgrywającego z Portugalii, jednak to Vinhedo głównie dostawał szansę od trenera.

Wielkim kitem można okrzyknąć transfer Briana Thorntona do Jastrzębia. Choć w Polsce większość kibiców już o nim zapomniała, to jednak nie mogę o nim nie wspomnieć. Nigdy nie kryłam niechęci do tego zawodnika, i nawet teraz nie mam zamiaru tego robić. Zawodnik, od którego chyba każdy w klubie miał lepsze rozegranie, początkowo znalazł uznanie w oczach trenera. Jednak z czasem to się zmieniło. Pewnego dnia Brian zniknął tak niespodziewanie jak się pojawił. Powodem miały być rzekome kłopoty rodzinne. - Jest to także kwestia pomiędzy naszym klubem i zawodnikiem. On ma zaufanie do nas, że my zachowamy to dla siebie. Zresztą moja moralność nie pozwala mi na to, by o tym opowiadać - mówił wówczas prezes Grodecki.
Czyżby faktyczne kłopoty rodzinne? Nie wiem. Ale jeśli by się bliżej przyjrzeć tej sprawie, to kolokwialnie mówiąc, coś tu śmierdzi.
Moje zdanie? KA-TA-STRO-FA-LNE rozegranie, jego odejście to tylko pożytek dla klubu. Chociaż zawodnik ten w reprezentacji się znalazł, to ja zdania nie zmienię. Oglądając jeden z meczy Amerykanów w tym roku, usłyszałam nawet słowa komentatorów potwierdzającą moją opinię o nim, więc nie jestem sama na tym świecie.

Ashlei Nemer, zawodnik z bardzo dobrą zagrywką, i chyba tylko w tym celu sprowadzony na śląsk. Na parkiet rzadko wchodził w innym celu niż właśnie na zagrywkę. PlusLigi nie zawojował. Zawodnik przeciętny, lepiej dla niego grać w słabszej lidze, ale grać.

Luciano Bozko. Kolejny moim zdaniem niewypał. Przed sezonem mówiono, że ma pomóc w przyjęciu zagrywki. Cóż, to był chyba tylko tytuł z tego względu, że jest przyjmującym. Przyjęcie niezbyt dobre, anemiczne ataki. Przerabiając słowa mojego instruktora prawa jazdy, tak to tylko atakuje stara baba po ciemku. Ale mimo wszystko życzę mu powodzenia raczej u schyłku siatkarskiej kariery.

I na koniec Bartosz Sufa. Ten 25-letni libero nie dostał zbyt wielu szans przez dwa lata swojego pobytu w Jastrzębiu. Królem parkietu był zawsze Paweł Rusek i Bartosz był tego świadom. Na pozycji libero widywaliśmy go raczej w meczach sparingowych. Wyjątkiem była gra trenera Bernardiego na dwóch libero (podczas kontuzji Vinhedo). Jeśli Bartek wychodził na boisko, to raczej w roli przyjmującego bądź na zagrywkę. Wypożyczenie Bartka do Kielc to najlepsze co mogło go spotkać. Teraz ma przynajmniej szansę na regularną grę.

Wykorzystano: wypowiedzi siatkarzy z archiwum blogowego (również tego na onecie) oraz ze stron sportowefakty.pl i sportfan.pl, zdjęcia wyszukane w google. Ze specjalnym udziałem wypowiedzi pana Kazia (o starej babie). 

Mam nadzieję że dotrwaliście do końca, pozdrawiam :)